Znowu skaczę... sobota... wtorek... ale znowu szybkość przemijania mnie dopadła, nie ogarniam. Za oknem śliczna zima- nic sobie nie robi z tego, że jutro kalendarzowa jej zmienniczka ma nadejść... Sypie i sypie ale akurat taki widok jest piękny dla oka. Natura w ogóle jest cudna, można patrzeć i patrzeć bez końca.
Dziś samopoczucie oceniam w skali 1-10 na coś bliżej 7... plany są ambitne, co się uda to się uda... Sama jestem. Małżonek mój wyjechał do Łodzi, ale sama to też pojęcie względne. Obstawił mnie tu pomocnikami z każdej strony tak, że mogę leżeć i nic nie robić... hihi (w zasadzie żadna nowość).
O godzinie 12.20 mam USG brzucha, zobaczymy co tym razem Pan radiolog tam wypatrzy ... raz, dwa, trzy - oby nic :)
A tak to dni mijają mi na zajmowaniu się potomkami jako tako, bo tu też mam sztab pomocników (Kasiu - dziękuję!!). Na szyciu... bo to mnie odpręża i lubię to robić, na czytaniu, na myśleniu i na innych duperelach.
Pozdrawiam Was cieplutko wiosennie. Odezwę się jak będę miała wynik. Buziaki!!

♥
OdpowiedzUsuńBuziaczki . Ja też dzisiaj czuję się jak staruszka, mam złamane żebro.
OdpowiedzUsuń