niedziela, 10 czerwca 2018

POŻEGNANIE


Witam

Za prośbą Karoliny wstawiam kilka zdań i zdjęć. 

Ostatnie dni Karolina spędziła w Hospicjum w Pucku, ponieważ nie radziła sobie z bólem, który jej towarzyszył. Cały ten czas była z nią rodzina, przyjaciele , wolontariusze (szczególne podziękowania dla Michała Andreskowskiego).

            W dniach 2.06 - 06.06   byłam u niej w odwiedzinach i miałam okazję zrobić jej parę zdjęć, którymi chciała się z Wami podzielić. 
             

02.06.2018 r.




05.06.2018 r. (fot. Michał Andreskowski) 





Karolina odeszła do Boga  07.06.2018 r. o godzinie 16.20

Wieczny odpoczynek racz Jej dać Panie
A światłość wiekuista niechaj Jej świeci
Niech odpoczywa w pokoju wiecznym
Amen!

Różaniec i Msza święta  odbędzie się 12.06.2018 r. wtorek  o godzinie 12.30 w Kościele Jana z Kęt w Rumi Janowie.
Natomiast sam pogrzeb o 14.30 w Gdyni Cisowej przy ul. Owsianej.
(w razie pomyłki proszę o poprawę) 

KASIA 

"Nawet nie wiecie, jak bardzo Karolina chciała się z Wami pożegnać. Niestety nie udało się jej to. Długotrwała walka z wykańczającą chorobą uniemożliwiła jej to. Mówiła cały czas, że nie da się, jednak przerosło ją to. Próbowała przez ostatnie tygodnie coś napisać, ponieważ wiedziała, że dużo osób śledziło jej bloga, ale ciągle coś uniemożliwiało jej to. Dlatego bardzo dziękuje wszystkim za ogromną pomoc oraz słowa otuchy i wsparcia. Czas tej okrutnej choroby był dla niej najgorszym okresem w jej życiu, a dzięki Wam szła dalej licząc na cud, że może uda jej się z tego choróbska wyjść, może uda się znaleźć lek na tę podstępną chorobę. Niestety czasem życie układa inny scenariusz. Jeszcze raz gorąco Wam dziękuję, że byliście z nią w tych trudnych chwilach. Na pewno bez Waszego wsparcia nie zaszłaby tak daleko. Z przykrością żegnamy się z nią po wykańczającej, półtorarocznej walce. " - MARZENA 



piątek, 11 maja 2018

3 sprawy

Witam w ten piękny dzień !!

Sprawa nr 1 to: chciałabym Was zachęcić do zakupu tulipanów na dzień Mamy :) kolory do wyboru, cena za sztukę 5zł, serdecznie zapraszam

Sprawa nr 2:
Byłam w czwartek w Redłowie i zaproponowali mi chemię w tabletkach, więc jestem szczęśliwa, że znaleźli dla mnie jakąś alternatywę... pozostaje mieć nadzieję, że zadziała, trzymajcie kciuki!!

Sprawa nr 3:
Życzę Wam przemiłego weekendu, napiszcie jakie macie plany, czy będziecie odpoczywać i ładować akumulatory na kolejny tydzień, czy czeka Was praca,  przyjemności itp. Buziaczki dla Was!!
Życzę Wam - takiego właśnie uśmiechu - od ucha do ucha :)



wtorek, 8 maja 2018

kolejny powód byście mogli mnie wytykać palcami

Znowu  nie ogarniam... szczerze... są dni, że nie chce mi się pisać, bo nie chcę Was zadręczać swoimi smutkami, swoim bólem i zmartwieniami.
Jak tam Wasza majóweczka??? moja mogłaby być cudowna gdyby nie pewien szczegół: otóż przez 38 lat ząb mnie nie bolał, tak teraz miałam za swoje... dokuczał 24 na dobę, nie nadążałam z braniem leków przeciwbólowych, które po jakimś czasie stawały się coraz mniej skuteczne.
Doszło do tego, że musiałam szukać dentysty na wyjeździe... przed wyjazdem w poniedziałek też byłam, ale zapisali mi tylko antybiotyk doustnie i tyle... w Chojnicach Pani rozwierciła, założyła lekarstwo i kazała dzielnie wytrzymać do piątku, kiedy to miałam zaplanowaną wizytę u siebie. Niestety... nie byłam dzielna, marudziłam, zrzędziłam i żarłam na potęgę tabletki. Po powrocie z majówki, udało mi się dostać do dentysty, który to rozwiercił zęba i wyjął wszystko to, co zostało napakowane w Chojnicach... celem tego, by ząb mógł swobodnie oddychać, by wytępić bakterie, które pod założoną pierzynką, mnożyły się na potęgę. Jutro ząb będzie wyrwany.
Swoją drogą chciałabym przestrzec przed Centrum Stomatologicznym Neodental przy ul. Filtrowej. Jeżeli ktoś by chciał poznać konkrety to zapraszam, chętnie opowiem, jak mnie sympatycznie potraktowali.
Chciałabym Wam serdecznie polecić Zajazd Fojutowo, gdzie miałam przyjemność spędzić majówkę. To cudowne miejsce dla rodzin z dziećmi, pyszne jedzonko, wspaniałe klimaty, okolica, przepięknie. Na pewno jeszcze tam wrócę, by móc w pełni cieszyć się wypoczynkiem, bez bólu zęba :(
Dziś miałam mieć chemię... jednak po wizycie lekarskiej usłyszałam to,  czego usłyszeć nie chciałam - przykro mi... Pani Karolino... chemia na Panią nie działa :(:(:(:(:(:(
Poryczałam się, bo jak miałam zareagować... następnym odruchem był zakup wielkiego kawałka ciasta, ale to już przemilczę :) - na otarcie łez!!
Zaproponowali mi chemię w tabletkach, ale co i jak, wszystkie szczegóły będę znała dopiero w czwartek. W poniedziałek mam badanie kontrolne, podsumowujące to, co osiągnęła bądź też czego nie osiągnęła dotychczas przyjmowana chemia...
A tak bardzo chciałabym móc się cieszyć życiem, że wreszcie się udało, że wreszcie znalazło się coś, co pokona tego pieprzonego robaka :(
Nie ma dnia żeby mnie coś nie bolało, jak nie jelitówka, to ząb, jak nie ząb to zanik mięśni, jak nie zanik mięśni to niemoc ogólna... ogarnia mnie bezsens życia... wiem, nie powinnam tak mówić, ale szczerze - czasem to już nie daję rady z tym wszystkim.
Postarajcie się mnie zrozumieć, z jednej strony nie chciałabym nikogo zamęczać swoimi problemami zdrowotnymi, z drugiej o niczym innym przez ostatnie miesiące nie gadam, tylko, że tu boli, tam boli, żygać się chce!
Pozdrawiam Was cieplutko! i wierzę, że będzie dobrze. Buziaki


niedziela, 29 kwietnia 2018

Wiem, powinnam się wstydzić na maxa... i tak też jest... ale muszę się wytłumaczyć. Ostatni czas nie był dla mnie łaskawy i lekki. Mogę śmiało powiedzieć, że ponad 2 tygodnie z życia wyjęte były. Córka moja sprzedała mi jelitówkę, a że normalnie przechodzi się ją max tydzień... ja męczyłam się ponad 2 tygodnie i nie obyło się bez pobytu w szpitalu bo doszło też do odwodnienia. Powiem Wam jedno - masakra. Bałam się wypić nawet łyk wody, bo kończyło się to makabrycznie. Byłam mega osłabiona, ale wszystko, co złe kiedyś minąć musi. Przeszło, wyniki morfologii mega złe, odporność zerowa... w związku z tym mam przerwę od chemii - z czego nie ukrywam, że się cieszę :) Nawet największemu twardzielowi przyda się odpoczynek. Po jelitówce przyszedł czas na kolejne doświadczenie - zanik mięśni. Nie sądziłam, że człowiek może doświadczać takiego bólu, ale nie będę się użalać bo to i tak nic nie zmieni. Muszę zacisnąć zęby i iść do przodu. A na dokładkę... od soboty pojawił się ból zęba wrrrrr. Ząb, który ponad 30 lat siedział cicho, akurat teraz postanowił dać o sobie znać.... wizyta u dentysty w piątek... no, ale co - ja nie dam rady - ja??!! haha. Może to doświadczanie bólu to znak, że żyję?
Kochani, zmiana tematu - jakie plany na majówkę, bo to już jutro :) ???? Oby pogoda dopisała, nie mam zbyt wygórowanych marzeń- byleby nie padało, bo to potrafi nieźle namieszać i pokrzyżować to, co sobie od dłuższego czasu zaplanowaliśmy.
Nie będę Was zanudzać, bo robota czeka na człowieka, chciałam tylko dać znać, że żyję, że nie jest źle, że daję radę i jakoś się trzymam. Dziękuję, że pisaliście i pytaliście czemu taka cisza na blogu, bo to znak, że jednak ktoś tu zagląda i warto pisać, bo jest dla kogo :) Dzięki!!

Poniżej kilka z ostatnich uszytków, wszystkie jeszcze dostępne, część nie doczekała się nawet zrobienia zdjęcia, szły jak ciepłe bułeczki - nic tylko się cieszyć :):):):)







Życzę Wam udanej majówki i przesyłam buziaki i uściski.

niedziela, 15 kwietnia 2018

realia NFZ

Opowiem Wam, z czym mieliśmy do czynienia w piątek. Ja nadal jestem w szoku, Wy oceńcie sami sytuację, która miała miejsce.
Otóż w piątek, koło godziny 19 stwierdziliśmy, że stan naszej córki nieco się pogorszył i pojedziemy na pogotowie. Pojechaliśmy do Rumi, tam okazało się, że większość osób czeka na godzinę 18 i nic tylko korzysta z usług pogotowia. Przed nami było w kolejce 13 osób, Pani mówi, że czekania na jakieś 3 godziny. Ja mówię, że dziecko leje mi się przez ręce, że nie chce jeść itp itd. Na to Pani radzi, żeby jechać do Wejherowa. No to mimo to, zarejestrowaliśmy Alicję w Rumi i pojechaliśmy do Wejherowa. Tam okazało się, że sytuacja, co do ilości oczekujących osób podobna do tej w Rumi. Ustawiliśmy się grzecznie w kolejce do rejestracji, a tam trafiliśmy na jakże uprzejmą kobietę, która pierwsze pytanie jakie zadała to było wycedzone przez wąskie usta: a do przychodni to nie łaska było iść w ciągu dnia? na co jej odpowiedziałam, że nie nie byliśmy tak łaskawi żeby zawitać do przychodni.
Na nasze pytanie, gdzie jest toaleta, pani odpowiedziała - wszystkie drzwi są opisane... nieważne, że dziecku rozwolnienie leciało po nogach...
Zarejestrowani usiedliśmy w długi ogonek uformowany z ludzi trzymających się za brzuchy, kuśtykających, płaczących w nie bogłosy dzieci, wymiotujących dzieci - przypadki były mega zróżnicowane, ale jak wiemy nikt dla przyjemności w piątkowy wieczór po pogotowiach nie jeździ.
Odczekaliśmy ponad 2,5 godziny, przed nami były już tylko 2 osoby: około roczna dziewczynka z na pierwszy rzut oka niezidentyfikowaną dolegliwością i wymiotujący chłopczyk... Po czym Pani doktor średnia wieku ok. 25 lat wychodzi z gabinetu i oznajmia wszystkim, że ona teraz wychodzi bo będzie świadczyć nocne wizyty domowe... Szczęka mi opadła... Nie wiedziałam, czy mam się śmiać, krzyczeć, ryczeć, czy może komuś przywalić ... Zapytałam tylko, czy na jej miejsce zejdzie inna pani doktor... oczywiście, że nie bo ona dziś jest sama na dyżurze. Ręce mi opadły ponownie...Mój mąż powtarzał tylko w kółko, że to nie do wiary i że to nie dzieje się na prawdę.
Współczułam tym ludziom, których dzieci wyglądały już niezbyt dobrze, którzy przyjechali autobusem i zastanawiali się jak wrócą do domu, bo była już godzina 22.20... i ostatni autobus dawno już odjechał, a chyba nie każdy z nich był przygotowany na podróż taxówką.
No to czekała nas powrotna droga do Rumi na pogotowie. Zajechaliśmy, a tam liczba oczekujących wynosiła jakieś 7 osób. Po przyjęciu 2 osób, pani doktor poprosiła nas :) Była godzina 22.45 Ala spała w najlepsze, jak każde normalne dziecko o tej porze. Tata ją wniósł do gabinetu. Od pani doktor otrzymaliśmy pilne skierowanie do szpitala celem wykonania bronchoskopii (wprowadzenie przez usta kamery do płuc w celu zobaczenia czy jest tam płyn), ponieważ dziecko ma zachłystowe zapalenie płuc. Podkreśliła fakt, że dziecko zostało do gabinetu wniesione przez ojca, z dzieckiem nie ma kontaktu, więc nie ma możliwości przeprowadzenia badania, dziecko nie współpracuje, jest apatyczne, lejące się przez ręce itp itd...
Szczęka opadła mi po raz drugi tego dnia. Wróciliśmy do domu, gdzie Alusia ładnie przespała do rana. Rano koło 8 mówię do męża, jedziemy znowu do Rumi, może będzie inna lekarka i powie coś mądrzejszego... Pojechaliśmy, kolejka oczekujących 0, lekarkę dyżurującą znałam, bo leczyła Kubę, więc wiedziałam, czego mogę oczekiwać, Pani doktor wnikliwie osłuchała Alę, zajrzała do gardła, uszu, obmacała brzuch - czyli zrobiła wszystko, co się robi podczas badania. Po czym oznajmiła, że Ala ma typowe powikłania po ospie - zapalenie oskrzeli, a jelitówkę załapała bo jest osłabiona. Na zapalenie oskrzeli zapisała antybiotyk i inhalacje. Nie było mowy o żadnym szpitalu! Do tego ochrzaniła nas dlaczego nie zaszczepiliśmy Ali na ospę, szczepionka to koszt około 200zł bo jest tylko wykonywana prywatnie, ale pozwala uniknąć wszystkich konsekwencji, powikłań itp.  Dziecko przechodzi ospę, ale 99% łagodniej niż bez szczepienia, może mieć np. 3 kropki i swobodnie chodzić do żłobka, przedszkola czy szkoły... Ja byłam cały czas w błędzie bo myślałam, że ospa to taka choroba, którą dziecko musi przejść... i poza tym nikt mi nigdy nie mówił o szczepionce na ospę, ale jak widać w naszym kraju nie zapytasz - się nie dowiesz, powinnam być medycznie bardziej uświadomiona.
Nikomu nie życzę, żeby miał nieprzyjemność zderzenia się z wyżej opisaną rzeczywistością!!!
Także ocenę służby zdrowia pozostawiam Wam, ale dla mnie to nienormalne żeby dyżur na pogotowiu pełniła 1 osoba z zerową wiedzą pediatryczną. A to, że już w szpitalu zadziało się to, co się zadziało to po prostu żenada. Nie dziwię się teraz tym przypadkom, które pokazują w TV, że człowiek jeździł od jednego szpitala do drugiego, aż w końcu pod drzwiami trzeciego ducha wyzionął... straszne, ale jak widać realne :(

OK, odchodząc od tematu.... Kolejne zamówienie gotowe do odbioru:





Przesyłam buziaczki i miłego niedzielnego po południa :)

PS. Co do mojego "jak się czuję":
DOBRZE!!! tylko nie chce mi się jeść :(:(:(
Jutro mam wizytę u dermatologa, we wtorek chemia... poza tym mam kupę zamówień, więc na blogu mogę być rzadszym pisarzem, ale będę się starała żebyście byli na bieżąco :)

piątek, 13 kwietnia 2018

szycie to moje życie :)

Hej!!

Będzie krótko i szybko ponieważ moja mała kruszynka ma:
a. ospę - końcówkę
b.  mega kaszel i katar - być może zapalenie płuc bo to podobno u dzieci alergicznych najczęstsze powikłanie po ospie
c. jelitówkę - wymioty, gorączka, nie chce nic jeść
także nie nudzę się... wyjść też za bardzo nigdzie nie mogę a pogoda wprost zaprasza w swe wiosenne ramiona :( no, ale nic mam nadzieję, że szybko wrócimy do formy i nadrobimy zaległości.
U mnie wszystko w normie, nie mam czasu zajmować się swoimi dolegliwościami, są ważniejsze osoby :)

Wiele osób z Was pytało na co tak konkretnie była zbiórka podczas akcji niedzielnej. Kochani - konkretnie na nic, pieniążki przydadzą mi się na bieżące leczenie, leki, rachunki za wizyty u lekarzy, bo w wielu przypadkach muszę iść prywatnie, żeby nie czekać miesiącami w kolejkach. A poza tym być może nadejdzie taki dzień, że pojawi się jakiś konkretny lek, którego moc zdziała cuda w moim organizmie - więc na takie właśnie sprawy była zbiórka. Jeszcze raz bardzo Wam dziękuję za przybycie i za to, że pomagaliście, niektórzy nawet mnie nie znając :)To bardzo miłe i daje mi siłę i wiarę w sens walki i w drugiego człowieka.

A teraz temat zrealizowanego zamówienia - Agnieszka to Twoje :) 6 poduszek,  2 kocury i 5 tulipków w kropeczki... stopniowo udaje mi się wychodzić ze złożonych zamówień...

Po raz pierwszy zakochałam się 16 lat temu - oczywiście w moim mężu... teraz jednak poczułam miłość do tego rodzaju tkanin, skradły moje serce :)





Zapraszam do składania zamówień oraz do kupowania tego, co już jest gotowe.

Pozdrawiam i przyjemnego weekendu życzę. Buziaki !!!



środa, 11 kwietnia 2018

tuli tuli tulipanki

Środa - wszystko ok :) Mogłoby tylko być ciut cieplej, słoneczka się chce...

Ostatnio nic innego nie robię tylko przyjaźnię się z tulipankami i mam nadzieję, że wyjdę z tego obronną ręką i podołam :)

A tymczasem życzę spokojnej nocki, kolorowych snów i uśmiechu na twarzy o poranku i na resztę dnia :)

Buziaki !!!