sobota, 10 marca 2018

czwartek, piątek i sobota :) w skrócie

To były ciężkie dni. Zwłaszcza czwartek. Kilka osób całkiem na poważnie się wystraszyło w tym trochę i ja. Czwartkowe samopoczucie doprowadziło do tego, że jestem pod opieką hospicjum domowego i wiecie czego żałuję najbardziej - że tak późno podjęłam tą decyzję. To naprawdę fantastyczni ludzi - z pielęgniarką można konie kraść, mogę zadawać miliony pytań, nikt się nie spieszy, nie pogania bo następny pacjent czeka w kolejce. Zapytacie, co takiego się stało w czwartek bo będziecie po prostu ciekawi - otóż nie mogłam oddychać, dusiłam się... tak to sobie chyba wyobrażam, że tak to chyba będzie jak już będzie musiało przyjść...swoją drogą pomyślcie jakie to straszne nie móc złapać oddechu choć o nic innego nie walczysz, niczego innego nie pragniesz bardziej...
Pielęgniarka z hospicjum zaraz przystąpiła do działania. Dostałam tabletkę, która pomogła zwalczyć stan duszności i którą biorę teraz cały czas co kilka godzin. Do tego dostałam plaster na moją dokuczliwą ranę po amputacji... do tej pory słyszałam tylko "to tak musi być", "takie następstwa choroby" itp... Nie Drodzy Szanowni Lekarze - tak nie musi być. Nie zapisujecie nam połowy dostępnych tanich, a często i darmowych środków, które macie w swojej torbie lekarskiej i zastanawiam się czy robicie to z głupoty, z niewiedzy czy po prostu liczycie na szybkie nasze przekręcenie się. Nikt nie mówi czego spodziewać się po hospicjum, ja podobnie pewnie jak i wy myślałam, że to już ostatnia faza, tzw. umieralnia itp. A to nie prawda. Można tam liczyć na fachową pomoc o każdej porze dnia i nocy, pomoc psychologiczną, od której  też się wykręcałam rękoma i nogami ale teraz wiem, że rak to za poważny temat by zmierzyć się z nim w pojedynkę. Więc nie będę już upartą, małą dziewczynką, bo po co. Dlaczego mam sama brać taki ciężar na klatę :)
Od jutra będziecie mnie mogli spotkać na mieście na wózku także nie chcę widzieć zdziwienia, przerażenia, smutku w Waszych pięknych oczach. Mi tak po prostu jest łatwiej, wygodniej, lepiej, bardziej komfortowo i bezpieczniej. W domu mam kondensator tlenu, który pomaga mi oddychać i jestem z tego powodu przeszczęśliwa.
Jutro wybieram się na długi spacer nad morze. Opowiem Wam jak wygląda świat z perspektywy wózka.... Ale nie martwcie się, myślę, że to na jakiś czas. Muszę tylko nabrać sił. Ostatnio znowu schudłam, no ale jak tu nie chudnąć jak nie chce się  nic jeść... Ale dziś mam w planach nadrobienie zaległości - będę piekła drożdżówkę z brzoskwiami ... czujecie już ten zapach :) Pani pielęgniarka powiedziała, że jak mam ochotę na kawkę to mam pić kawkę ... ale to już by było szaleństwo. Swoją drogą - ja kiedyś stary kawosz... teraz stara herbaciara :) Macie może jakieś swoje ulubione herbaty, bo ja już chyba wypróbowałam wszystkich i jakoś nie trafiłam na ideał.
Buziaki. Olejcie dziś sprzątanie. Zajmijcie się dziećmi, rodziną - spacer, wspólne wyjście (nie na zakupy - to się nie liczy), sprawcie sobie niespodziankę, coś o czym od dawna myśleliście ale ciągły brak czasu uniemożliwiał realizację ...
Pozdrowionka!!

2 komentarze:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie radzę sobie z techniką bloga... :)
    Zielona herbata o smaku opuncji figowej od samego Lorda Nelsona (marka spotykana w Lidlu), spróbuj a może zasmakuje. Tak zachwalałaś ostatnio obejrzany film więc dzisiaj wybiorę się do kina i sprawdzę czy pisałaś prawdę. :) A poza tym przygotowuję się do rozmowy o nową pracę i jak zwykle (powiem po naszemu "sram żarem") tzn. denerwuję się. Przepraszam za słownictwo, ale dla mnie odzwierciedla najlepiej ten stan. Niepotrzebne ale niestety nierozłączne z każdym takim wydarzeniem życiowym. Rwij chwasta i rodzinnej soboty życzę.

    OdpowiedzUsuń