czwartek, 1 lutego 2018

Witajcie Kochani!
Odważyłam się lub zostałam zmuszona sytuacją, której nie jestem w stanie opanować, kontrolować itp. Blog ten jest dla Wszystkich tych osób, które pytają mnie : "JAK SIĘ CZUJESZ?" Dziękuję, że jesteście, że się troszczycie, że myślicie o mnie... jednak nie jestem w stanie każdemu z Was pisać, mówić o tym jak się czuję?!
Dla osób nie wtajemniczonych... Otóż od 14 grudnia 2016 roku walczę z chorobą pt. RAK w moim przypadku jest to rak piersi. I jak to przypuszczałam od dawna - ja urodzona pod szczęśliwą gwiazdą - otrzymałam w darze najgorszego raka z możliwych, najbardziej złośliwą mendę jaką otrzymać można. No, ale cóż, jak wspomniałam - walczę i albo on albo ja. Czas pokaże. Ktoś pomyśli... pewnie się nie badała i teraz narzeka. Otóż kochani NIE, z racji tego, że moja mama zmarła na raka jajnika w wieku 58 lat, byłam pod stałą opieką i kontrolą onkologów, do lekarzy biegałam jak po bułki do piekarni... no i można by stwierdzić wybiegałam.Miałam też zrobione badania genetyczne pod kątem najbardziej popularnych genów wśród których najczęściej występuje rak - oczywiście wszystkie wykluczyły możliwość, że zachoruje - A jednak!
 Tak więc od 14 grudnia trwa moje leczenie, miałam dwie chemioterapie, tak moi drodzy - byłam łysa jak kolano dziadka Stefana ... miałam amputowaną pierś - tak jestem kobietą z jednym cyckiem, ale zaufajcie mi - da się żyć. Miałam radioterapię, 5 tygodni dzień w dzień jeździłam do szpitala na 15 minutowe sesje promieniami - efekt - śmierdziałam jak kurczak z rożna - no może mniej apetycznie ale skóra łuszczyła się dosyć podobnie. Sztucznie wywołali mi menopauze - z tym też da się żyć, bo z racji tego, że mam dwoje kochanych, najdroższych memu sercu dzieciaczków -i z racji chemioterapii - dzieci więcej nie planowałam. Jednak uświadomię Wam z czym wiążę się sztucznie wywołana menopauza w wieku 37 lat.... otóż tym, że członkowie mojej rodziny pewnie niejednokrotnie zastanawiali się czy by mnie nie zawieźć gdzieś na jakieś szczepienie przecie wściekliźnie, nie zamknąć w jakimś zakładzie psychiatrycznym itp.... Bywały dni, że płakałam, śmiałam się - na zmianę, nie zawsze było to adekwatne do sytuacji. Krzyczałam, wyłam, było mi na zmianę gorąco, zimno... miałam ochotę gryźć wszystko i wszystkich dookoła. Chyba byłam wtedy takim przedstawicielem mojego raka - też taką złośliwą mendą, z którą nie da się wytrzymać. Najbardziej ucierpieli na tym oczywiście moi bliscy, ale też kilku znajomym dostało się nieźle w kość - dziękuję, że mimo to dalej przy mnie trwacie.
Wracając do tematu... kiedy padło hasło - leczenie zakończone, musi być teraz Pani pod stałą obserwacją i kontrolą poradni onkologicznej (jakbym wcześniej nie była... ) podczas zwykłej jednej z kontrolnej wizyt - Pani doktor zadaje mi moje ostatnio ulubione pytanie: Jak się Pani czuje?" ... właśnie taki powinien być tytuł bloga...  no cóż, może to zmienię :) No to się zaczęło, kiedy wymieniałam co mi dolega, doszłam do wniosku, że szybciej byłoby wymienić co mi nie dolega, co mnie nie boli. No i się zaczęło... było to 29 grudnia 2017... tak więc  możecie sobie wyobrazić jaki miałam radosny skok w nowy rok, jakie plany mogłam snuć i marzenia... Przy RTG klatki piersiowej, konsultacji pumunologicznej wyszło - bardzo mi przykro, że muszę to Pani powiedzieć - ma Pani przerzuty do płuc... w między czasie wyszło też, że i do wątroby... I tu znowu możecie poruszyć swoją wyobraźnią, jak się wtedy poczułam... z jednej strony hasło: leczenie zakończone, z drugiej: przerzuty.... z czym to się je?!!?
Czy byłam/jestem załamana - Nie! bo to by oznaczało koniec... wtedy mój robak zaatakował by z całą swoją mocą i zjadł wszystko co do zjedzenia. Walczę dalej, są dni, że walka nie jest zbyt równa, bo ciężko z łóżka wstać, ciężko ogarnąć własne myśli, ciałem mym wstrząsają dreszcze, jest mi jednocześnie gorąco w głowę i odczuwam lodowate zimno w reszcie ciała. Ból w klatce piersiowej jest nie do wytrzymania, suchy -męczący kaszel - po którego ataku nie wiesz czy już wyplułeś płuca czy zaraz to nastąpi, do tego dochodzi ból lewej nogi - aktualnie jestem na etapie stwierdzenia czy rak nie dał przerzutu do kości - bo jeszcze to do kompletu, czemu nie - do pełni szczęścia, a co?!
Do tego ból w lewej ręce bo żyły nie wytrzymują już ilości wkłuć, które im zapewniam. Brak apetytu, mdłości,  wiecznie towarzyszący smak w buzi jakby się żuło gumową rękawiczkę. Do tego bezsenność, ale to podobno efekt chemio i radioterapii - taki mały gratis od firmy.
A do tego trzeba ogarniać wszystko dookoła, bo jak to mówią -samo się nie zrobi. Oczywiście mam 200 procentową pomoc ze strony męża, niezastąpionej sąsiadki i innych bliskich mi osób, jednak wiecie jak jest - puki są siły jako takie człowiek chce sam, bo wtedy czuje, że jeszcze może.
Blog ten jak już wspomniałam ma pomóc mi kontaktować się z Wami, z tymi, co chcą wiedzieć: Jak się czuję? Musicie zrozumieć, że aktualnie połowę swojego życia spędzam w szpitalach, klinikach, prywatnych gabinetach w poszukiwaniu recepty za zło, które mnie dopadło... tak więc drugą połowę chciałabym podarować mojej rodzinie, dzieciom, które mnie potrzebują, mężowi, który ostatnio nie ma normalnego kontaktu ze mną wcale, bo ja ciągle w biegu, bo ciągle z kimś na telefonie, bo odpowiadam na pytanie: Jak się czuję? Z drugiej strony pomyślcie sami... jak się może czuć ktoś kto ma raka - NO ZAJEBIŚCIE! i tego się trzymajmy i tak ma być.
Dodam, żeby nie było nieporozumień - blog nie jest stworzony po to by zbierać pieniądze na cokolwiek co dotyczy mojej osoby. Nie po to byście pisali - słuchaj znam świetnego specjalistę, mam super książkę, znam extra znachora, mam rewelacyjny lek, to ci pomoże, musisz spróbować - wierzcie mi, czego to ja już nie próbowałam i na nic nowego nie ma  miejsca po prostu, także za wszelkie złote rady - serdecznie Bóg zapłać :)
Aktualnie jestem w trakcie kolejnej chemioterapii... tak być może znowu będę łysa jak kolano dziadka Stefana, ale czego się nie robi by wrócić do zdrowia... Jestem pod stałą opieką nie 1, nie 2 a kilku lekarzy onkologów, którzy również robią wszystko, żeby było ok. Codziennie łykam około 30 tabletek to i dla zdrowia i dla urody (magnez, selen, potas, kurkuma...)bo  jakby co w trumnie też trzeba jakoś wyglądać :), do tego kilka przeciw bólowych co by funkcjonować w miarę jak człowiek.

Od jutra  będę się starała codziennie na bieżąco zdawać Wam relacje z mojego samopoczucia, z mojego aktualnego stanu zdrowia  byście byli szczęśliwi, że wiecie a ja szczęśliwa, że Was poinformowałam i nikogo nie zaniedbałam.
Będą też fotosesje co byście mogli zobaczyć jak aktualnie wyglądam. A co jak komplet to komplet, jak szaleć to szaleć.

Tak więc moi Kochani, zapraszam Was do zaglądania na mojego bloga, oswajania się z moim robakiem i przesyłam Wam pełne optymizmu uściski i pozdrowienia.




1 komentarz: