Kochani ... jestem, dziecko moje młodsze wreszcie przytuliło podusię i śpi, tak więc mam tzw. czas tylko for me ale też i dla Was.
Bardzo chciałam Wam podziękować za wszystkie słowa wsparcia. Przepraszam również tych, którym nie odpisałam, nie oddzwoniłam ... to nie tak, że nie chcę rozmawiać, to tak, że nie mam po prostu czasu a często też i siły na to by po raz 100 powtarzać w kółko to samo. Na co dzień staram się żyć może nie tak jakby nic się nie działo, bo to raczej nie możliwe, ale staram się żyć wmawiając sobie, że to chwilowa niedyspozycja, że to nic poważnego, a gadając w kółko o tym, analizując ... wracam do punktu zero, po takiej rozmowie znowu włącza mi się myślenie, analizowanie itp. a tego nie chcę, bo to mnie wykańcza.
Wracając do streszczenia mojego aktualnego stanu. Otóż w poniedziałek byłam w Berlinie, gdzie pewnie Pan doktor dał mi ogromny zastrzyk nadziei, energii, pozytywnego nastawienia. Powiedział, że jest w stanie chorobę zatrzymać poprzez ostrzykiwanie guzów nowotworowych pewną substancją, która owe guzy ma rozwalić na mniejsze i następnie mają zostać wydalone z organizmu. Podczas wizyty zaaplikował mi kilka takich wstrzyknięć, po których myślałam, że zejdę z tego świata, ale czego się nie robi by żyć?! Następnie podłączył mi "kroplówkę życia", po której faktycznie czułam się dużo lepiej. Grubo skrytykował polski system leczenia, ale jaki ja mam na to wpływ? Można by rzec biorę co dają, bo jestem laikiem w temacie i mam nadzieję, że lekarze, którzy się mną zajmują wiedzą, co robią i robią wszystko żeby mi uratować życie... no, ale jeżeli ktoś twierdzi, że jest inaczej to niech mi o tym nie mówi, po co odbierać nadzieję?
Tak więc po wizycie u w/w lekarza, wróciłam cała podbudowana, z pękatą siatką kolejnych cud leków. Uświadomiona, że wlewy z witaminy C, które biorę - mam brać, olej konopny, który biorę biorę - brać, witaminę B12, którą biorę - mam brać itp itd.
Jakież było moje zdziwienie, kiedy podczas wizyty u mojej lekarki w Polsce wszystko (prawie) co uczynił ze mną lekarz z Niemiec zostało ocenione jako złe.
Pani doktor skrytykowała ostrzykiwania guza, ponieważ ma to zastosowanie u osób, które jakoby dopiero rozpoczęły swoją przygodę z chorobą, a nie u kogoś, u kogo stale przybywają nowe. Żeby ta terapia miała sens - lekarz musiał by ostrzyknąć moje ciało minimetr o minimetrze od stóp do głowy... a to jak wiemy jest niemożliwe.
Witamina C - jest be, ponieważ w moim przypadku zamienia się w mocz i po prostu zostaje zaraz po wlaniu ...wydalona z organizmu wiadomymi drogami. A koszt jej jak ktoś się zna to wie jaki jest.
Olej konopny - nie udowodniono naukowo, że ma jakiekolwiek lecznicze działanie, a ja przeżywałam katusze zanim odważyłam się go przyjąć... a przyjmowałam dłuższy czas 3x dziennie po kilka krople... tylko faktycznie ani po witaminie C ani po oleju nie odczuwałam nic, co by mogło świadczyć o tym, że jest mi lepiej.
Witamina B12 - tu Pani doktor mrugnęła okiem i mówi brać... to biorę. W coś wierzyć trzeba.
Wczoraj byłam na wizycie u kolejnego doktora, z tych, co się zna. I przyznać muszę, że ten faktycznie wiedzę miał. Omówił ze mną wszystkie wyniki. Powiedział m.in. to samo co moja Pani doktor, jednak był bardziej szczegółowy, drobiazgowy. Zasugerował udział w badaniach klinicznych, gdzie chorym takim jak ja podają lek, który jest lekiem testowym, nie stosowanym w ogólnym obiegu. Tak więc dziś od rana szukałam, gdzie można się do takich badań zakwalifikować i znalazłam - w Otwocku. Jednak jak zwykle bariera urzędnicza uniemożliwiła załatwienie sprawy nie mówię, że od ręki, ale w dniu dzisiejszym. Bo Pani rejestratorka wie lepiej... więc w poniedziałek będę działać od nowa. Udział w tych badaniach, czyli otrzymywanie leku pozwala znacznie bardziej zwiększyć szansę na zatrzymanie choroby.
Także dziś od rana zmierzałam się z wyzwaniem - uzyskania jakichkolwiek informacji istotnych dla mojej sytuacji.
Dzień mogę zaliczyć do udanych bo pomimo bólu który towarzyszył mi od rana do teraz udało mi się nie sięgnąć po tabletkę przeciw bólową. A to już sukces. Teraz pytanie czy uodporniłam się na ból, czy przyzwyczaiłam się do niego... a zresztą czy to ważne, ważne, że dałam radę.
Zaliczyłam spacer z psem, spacer po małolatę do przedszkola, byłam też w kościele - bo wiecie kochani, jak trwoga to do Boga. A tak zupełnie poważnie to powiem Wam, że pomaga mi ostatnio rozmowa z Bogiem, czuję się po tym tak lekko. Szkoda tylko, że tak późno to zrozumiałam.
Także jak na moje samopoczucie w/w osiągnięcia to już coś!
Co mnie niepokoi to to, że chudnę. Fakt, zawsze chciałam widzieć 5 z przodu na wadzę, ale jak tak dalej pójdzie to zobaczę 4... a to mi się przestaję podobać. Ale będę się starała nie dopuścić do takiej sytuacji.
Niektórzy z Was pytają, co możecie dla mnie zrobić? Otóż jest coś... Pomódlcie się o to by było dobrze. Proszę Was tylko o modlitwę.
Niektórzy piszą, że się popłakali... nie płaczcie - ja wciąż tu jestem, na łzy mam nadzieję jeszcze długo nie będzie mca. Ja sama często muszę zaciskać zęby żeby nie wyć, kiedy patrzę na moje dzieci... wtedy sami wiecie co człowiekowi w głowie się rodzi... Także głowy do góry i nie mazać mi się tu, bo to nie pora i miejsce.
Ok, nie zamęczam. Uciekam bo paznokcie muszę pomalować. Całuję Was mocno!!
♥
OdpowiedzUsuń