Każdego dnia uczę się tej choroby na nowo. Niby się człowiekowi wydaje, że jak choruje już tyle czasu to coś tam wie o raku i o sobie, a tu wszystko zaskakuje. Jednego dnia 3x umieram, drugiego chcę 100x żyć, trzeciego wydaje mi się, że nie zrobię już ani kroku więcej, czwartego widzę przed sobą perspektywę wózka inwalidzkiego, piątego idę na spacer -krótki bo krótki, ktoś by pomyślał, że dłużej się ubieram niż spaceruje ale dla mnie to mega wyczyn i jestem z siebie dumna, jeżeli uda mi się przejść o te kilka kroków więcej niż poprzedniego dnia. Szóstego dnia nie chcę mi się nic, siódmego chcę góry przenosić... i tak w kółko. Tak naprawdę nic nie wiem o tym, co będzie jutro, za chwilę, rak jest jak przyczajony tygrys w zaroślach... albo atakuje z podwójną mocą, albo podgryza świadomie, delikatnie, miarowym rytmem, albo się przyczaja... żeby wyskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie. Ale co zrobić, taki widać urok tego dziadostwa. Tydzień jakoś minął, bywało lepiej, gorzej, słabiej, silniej. Od jutra nowy początek... pobranie krwi, wtorek - chemia i czekanie, jak tym razem ją zniosę?!?! powali, czy odpuści... Jutro też mam mieć prawdopodobnie wynik rezonansu nogi bo ta się rozszalała na dobre... na tańce to ja już długo nie wyskoczę przez tą nieposłuszną kończynę. No dobra, ale nie tańce mi w głowie na chwilę obecną, chociaż... muszę się przyznać, że czasami rozmyślam :)
Dziś miałam jechać do Berlina... jutro miała być wizyta u doktora, który widział światełko w tunelu... jednak na chwilę obecną niestety nie czuję się na siłach by odbyć tak daleką podróż. No i poczytałam trochę o metodach doktora, skonsultowałam z innymi lekarzami i stwierdziłam, że puki co odpuszczam. Znalazłam jednak coś innego po drodze, coś, co pogłębiło moją nadzieję. Jutro będę wydzwaniać do Warszawy celem zapisania się na wizytę i jak będę znała więcej szczegółów i jak potwierdzą, że mogą mi pomóc to dam Wam znać.
Żałuję, że od samego początku nie zaczęłam szukać innych metod leczenia poza tym, co oferuje szpital Redłowo... no, ale teraz to już za późno na takie rozmyślania. Muszę ogarniać temat puki jeszcze los mi daje szansę i czas na to.
Buziaki Kochani!!
Gdybyście się nudzili to ogłaszam konkurs na nazwę dla mojego raka - robaka :) Muszę zacząć mówić mu po imieniu... skoro jesteśmy już tak blisko i tyle czasu razem to czas przełamać lody :)
Śpijcie dobrze!!
♥
OdpowiedzUsuń