Witajcie Kochani!!
Dostało mi się od niektórych z Was... czekaliście wczoraj... przepraszam, ale naprawdę zamiar napisania był i na zamiarze się skończyło ponieważ najzwyczajniej w świecie zasnęłam - wiem kiepskie wytłumaczenie. Ale cieszcie się i radujcie moim szczęściem ponieważ spałam całą noc z jedną tylko krótką pobudką, a sen ostatnio nie był mi dany, więc musicie zrozumieć i wybaczyć moje wczorajsze milczenie.
Wczoraj był dobry dzień pod kątem kondycji fizycznej. Dzień udało się zrealizować w 80%. Zafundowałam sobie nawet spacer nad morzem, reszty nie będę Wam opisywać bo nie była szczególnie ambitna, ale mimo to i tak się cieszę, że dzień był jaki był. Z rzeczy prawie niemożliwych - udało mi się wdrapać do koleżanki na drugie piętro - i nie wypluć płuc po drodze :)lewa noga też mi nie odpadła....Przy okazji - Dziękuję za czapkę - Jest super!!no i w końcu wyglądam jak człowiek :)
Z kondycji psychicznej - było nieco gorzej. Wczoraj miałam wiele chwil, kiedy w głowie pojawiało mi się pytanie: Dlaczego to ja jestem chora, dlaczego to mnie spotkało coś takiego? Co komu zrobiłam, że muszę tak cierpieć, czy jestem złym człowiekiem i czy to jest kara?
Spacerując po bulwarze, obserwowałam ludzi, nieśmiało zaglądałam w ich twarze i zdałam sobie sprawę że człowiek zdrowy nie wie jaki jest szczęśliwy. I znalazłam odpowiedź na moje pytania. Otóż dlaczego jestem chora - bo jak nie ja to zachorowałby ktoś inny - a nikomu nie życzę by choć przez sekundę przeżywał to co ja. Widać musiało mnie spotkać takie coś od losu żebym mogła przystanąć nad swoim dotychczasowym życiem i docenić je. Docenić czas, kiedy nic nie bolało, kiedy nie było dylematów czy iść do tego lekarza, czy posłuchać tamtego, czy wybrać ten system leczenia czy może ten daje więcej szans... czy naprawdę muszę brać te wszystkie leki??? Docenić czas kiedy nie zwracało się uwagi na to, że ma się siłę i energię na wszystko, że można góry przenosić... wtedy kiedy to było - ja tego nie widziałam, bo to było takie normalne, takie oczywiste. Wtedy, kiedy to jest normą to człowiek tego nie docenia, nie zauważa bo to po prostu jest. Dopiero, kiedy coś nawali - wtedy się pochylamy nad szczęściem, wtedy je dostrzegamy, uczymy się je doceniać. Do momentu informacji o przerzutach byłam strasznie zrzędliwą osobą, analizując to teraz, to jestem w szoku, że mój mąż nie spakował podstawowych rzeczy, dzieci pod pachę i najzwyczajniej w świecie, że nie uciekł ode mnie - to cud! Potrafiłam się czepiać wszystkich i wszystkiego... teraz to się zmieniło, bo choroba i cierpienie wyostrzyło mi spojrzenie na świat, na ludzi, na życie. Trzeba się cieszyć z tego, co się ma. Doceniać najmniejszy drobiazg. Trzeba żyć tak, jakby jutro miał się skończyć świat. Trzeba być szczęśliwym człowiekiem bo nie wiadomo, jak długo potrwa to nasze szczęście.
Dziś, też jestem szczęśliwym człowiekiem, nie tak jak z okresu przed chorobą, ale nie mogę powiedzieć, o sobie, że jestem nieszczęśliwa, nie, bo mam dookoła siebie istoty, którym na mnie zależy. Ludzi - Aniołów, którzy czuwają żeby mi niczego nie zabrakło, którzy dbają o mnie, modlą się za mnie i są ze mną na dobre i na złe. Więc dzięki Wam jestem szczęśliwa i powtarzam sobie, że tak jak moje piękne chwile przeminęły tak te złe też odejdą w niepamięć i znowu nadejdą dobre dni ale wtedy już będę umiała cieszyć się nimi pełną parą, wtedy je zauważę i będę je celebrować, doceniać.
Kocham Was wszystkich, wszystkich razem i każdego z osobna, bo każdy z Was wniósł w moje życie coś innego, wyjątkowego, wartościowego. Dziękuję, że jesteście.
Życzę spokojnego dnia i lecę zrobić młodemu śniadanie, bo mnie dziecko jeszcze poda do mopsu o to, że je głodzę. Buziaki!!
PS. Czy u Was też taka piękna, biała zima za oknem?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz